Sleeping Dogs – recenzja newskomp.pl
Przez Jarek Jackowski Dnia 29 Paź, 2012 O 08:09 PM | Kategorie GRY, POLECANE, RECENZJE | Z 0 Komentarzami

No i się stało. Pierwsza recenzja gry na łamach portalu newskomp.pl ziściła się, a wy właśnie ją czytacie. Jakby tego było mało, opisuję grę, która rzuciła rycerską rękawice samemu Grand Theft Auto. Wygrała? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna, każdy gracz powinien jednak błagać niebiosa, ażeby jakimś szczęśliwym zrządzeniem losu ekipa odpowiedzialna za Sleeping Dogs połączyła się z Rockstarem. Rzeczy złe w GTA IV zostały wyśmienicie wykonane w tej produkcji, elementy tutaj zepsute zostały dobrze stworzone przez grę o Nico.

W grze śledzimy poczynania Wei Shen’a – tajniaka próbującego stać się członkiem i zniszczyć jedną z największych triady w Hong Kongu – Sun On Yee. Historia może na początku wydaje się nieciekawa i sztampowa, jednak po jakieś godzinie po kliknięciu w przycisk nowej gry zaczyna autentycznie wciągać, zaczynamy zastanawiać się co też wydarzy się na końcu, jak skończy się przygoda funkcjonariusza. Gra ma wiec to, czego sam nie uświadczyłem w ostatniej części GTA – tam historia była jeszcze bardziej sztampowa, i mnie w ogóle do siebie nie przyciągnęła. W dziele Rockstaru ani razu autentycznie nie zżyłem się z żadna postacią – tutaj były takie aż trzy! Niestety – wszyscy bohaterowie(oprócz głównego )mają koszmarne modele. Ciężko jest zżyć się np. z policjantką której pomagamy w rozwiązaniu trzech kryminalnych zagadek, jeśli jesteśmy w stanie policzyć ilość trójkątów z których została zbudowana.

Podobnie jest z dubbingiem – do nagrywania dialogów zaangażowano wybitne osobistości ze świata (głównie azjatyckich) filmów, ale cóż z tego, jeśli głosy do postaci zostały najwyraźniej dobrane w wyniku losowania? Wcześniej wspomniana policjantka ma głos ponętnej kocicy, ale wygląda aseksualnie. I nie jest wyjątkiem – większość kobiecych głosów została dobrana w kłótni z zasadami logiki. Niemniej jednak ogólne dialogi stoją na bardzo dużym poziomie, kolejna rzecz którą wykonano lepiej niż w produkcji konkurencji. Podobnie jest z stacjami radiowymi dostępnymi w grze – są to odpowiedniki prawdziwych stacji. Wykonano je bardzo perfekcyjnie, brakuje tylko nut, które można byłoby nucić nawet po wyłączeniu gry. Tutaj dominuje Rockstar ze swoimi naprawdę dobrymi rosyjskimi piosenkami (w amerykańskim radiu…).

No właśnie, teraz należy wspomnieć o realistyczności świata gry. Mówisz Hong Kong myślisz „masa ludzi”, „bazary z tanimi przedmiotami”, „dzielnica biedoty” i „wszędobylskie neony”. Sleeping Dogs oddało to idealnie – nie sposób pomylić tego miasta z jakimkolwiek innym. Zadbano nawet o prawdziwe budowle, które istnieją w realnym Hong Kongu. Wjeżdżając w jakąś małą uliczkę widzisz nad sobą kable, wchodząc na bazar autentycznie czujesz obok siebie to całe zamieszanie i gwar. I to właśnie w tych małych uliczkach widać lenistwo twórców – żaden algorytm nie dba o to, żeby nie było obok siebie dwóch takich samych ludzi. Armie klonów zdarzają się rzadko, każde jednak ich pojawienie się burzy tak mizernie budowaną immersję. Podobnie jest z bazarami- każdy sklepik w tylnej części ma płaska powierzchnię, mimo tego iż przedstawiono na niej różne wiszące ryby, mięso lub zioła. Na cutscenkach widzimy kubki ciosane siekierą, fotele z rozpikselowaną teksturą i wiele więcej drobiazgów, które można byłoby zrobić lepiej niewielkim nakładem pracy. Jednak co najważniejsze, czuć klimat Hong Kongu. Autentycznie.

To co w grze najważniejsze zrealizowano wyśmienicie – system walki. Bijąc się używamy dwóch przycisków – krótkie klikniecie lewego przycisku myszy to krótki cios, dłuższe jego przytrzymanie daje cios dużo bardziej zagrażający naszej ofierze. Jeśli któryś z naszych wrogów zaczyna się świecić na czerwono, oznacza to że natychmiast musimy kliknąć prawy przycisk myszy, aby zablokować jego cios. Gdy natomiast chcemy się szybko pozbyć jakiegoś jegomościa klikamy F, dzięki czemu wchodzimy w tryb przytrzymywania oponenta. Teraz możemy np. nabić go na rybę piłę, wsadzić jego głowę do wentylatora a nawet pokroić w maszynie do rżnięcia lodu. Ciosy możemy łączyć w kombosy doprowadzające np. do złamania oponentowi kończyny.

Jest jednak rzecz, która psuje immersję bardziej niż wyżej przedstawione problemy. Bugi. Zmora twórców gier. Czytając w Internecie opinie na temat tej gry natrafiałem się nawet na bugi uniemożliwiające grę- przy staniu nogi Wei Shena ponoć wchodziły w model podłoża co uniemożliwiało chodzenie. Ja na taki błąd nie natrafiłem, ale czujcie się ostrzeżeni. Nie oznacza to jednak ze w ogóle bugów nie zauważyłem. Gdy podwoziłem kogoś taksówką, wciskając gaz do dechy wyskakiwałem auta, osoba siedząca a taksówce w mgnieniu oka z  niej wyskakiwała, i będąc na środku ulicy spokojnym krokiem podchodziła do chodnika, będąc niejednokrotnie potrącana przez inne pojazdy. To tylko przykład pierwszy z brzegu, niemniej jednak znacząco psujący „wejście w świat gry”.

Teraz ocena. I mój dylemat – co wystawić tej grze? Której historia mnie zaangażowała emocjonalnie, gdy w nią grałem czułem się jakbym był w Hong Kongu, zapewniła 15 godzin wątku głównego… Nie mogę dać 7, 8 z kolei to za dużo… Dałbym 7,89 ale nie mogę… Daje 7 z bardzo dużym plusem.

Ocena: 7+

Plusy:

-realistyczny Hong Kong

-angażująca emocjonalnie historia

-długość gry

-dźwięki i muzyka

Minusy:

-część modeli i tekstur

-bugi